Cóż... Stało się... Jestem kolejną osobą, którą pokonała nasza kochana WP. Ponieważ dość miałam różnego rodzaju kłopotów technicznych, błędów i innych errorów, podjęłam decyzję o przeniesieniu bloga na inny serwer. Długo się zastanawiałam, długo szukałam... W końcu jest...
Zapraszam na
Mam nadzieję, że spodoba się Wam u mnie i będziecie częstymi gośćmi. Z góry przepraszam za pewne niedociągnięcia, ale jeszcze cały czas próbuję oswoić nowego bloga i nowy serwer.
Ściskam wszystkich serdecznie i mam nadzieję do zobaczenia.
30-letnia Biedronka vel Anne
P.S. Nie likwiduję bloga na WP i będę tu czasem zaglądać. Choć nowe wpisy już się tutaj nie pojawią...
...nie moim oczywiście. Swoje miałam blisko 5 lat temu (w grudniu rocznica). Od niespełna dwóch tygodni jestem szczęśliwą posiadaczką całkiem nowej, świeżutkiej i jeszcze mało używanej szwagierki! ;)
Zabawa była super (i to bynajmniej nie tylko moje zdanie, ale wszystkich gości). W kościele oczywiście ryczałam i strasznie się denerwowałam, żeby Młodzi nie pomylili słów przysięgi ;) (Wariatka jestem... wiem... ale co tam...). Później były jeszcze poprawiny (balowaliśmy w sumie prawie cztery dni). Niestety ja od wtorku już musiałam grzecznie chodzić do pracy. Ale w środę po południu porwałam teściów do pociągu i pojechaliśmy na kolejne cztery dni do Warszawy. Wróciłam w niedzielę wieczorem zrąbana jak koń po westernie, ale zadowolona, bo było (mimo wielu obowiązków) fajnie.
A od poniedziałku znowu kieracik. Praca dom. Praca dom. A ja nic tylko bym spała. Nie mam siły ani chęci na nic (jesienna depresja czy co?). Najchętniej nie wychodziłabym z łóżka. No ale nie ma tak dobrze... Trzeba ciężko pracować na kieliszek chleba. Dobrze, że ktoś wymyślił solarium - wczoraj byłam się dogrzać i doświetlić, więc jeszcze jakoś funkcjonuję. Byle do wiosny... ;) Chociaż...
Nie uwierzycie! Od dwóch dni wpadłam w taki przedświąteczny nastrój jakiś ;) Ok. Wiem, że jeszcze mamy wrzesień, ale dorwałam jakiś katalog wysyłkowy, gdzie były już Bożonarodzeniowe dekoracje i mnie wzięło ;) Już bym chciała sobie tak ładnie, przytulnie chałupkę przystroić. Marzy mi się zapach pierników dochodzący z kuchni, cichutka nastrojowa muzyka, płatki śniegu za oknem, ciepły koc i dobra książka... Acha... I koniecznie chciałabym tak siedzieć godzinami wtulona w opiekuńcze ramiona mojego M....
Ummmm... Ale pojechałam po bandzie... Rozmarzyłam się...
...wolne minęło bezpowrotnie, a powrót do pracy okazał się trudniejszy niż myślałam :( Mimo, że nawet szef był miły (jakos mi to dziwnie podejrzane) i stwierdził, że czekał na mnie jak na zbawienie, bo z niczym się nie mógł wyrobić i niewiele zrobił (tak się porobiło, że poniewaz jestem w firmie pierwsza po szefie, to jak idę na urlop to biedak musi mnie zastępować). Cholera... Skoro ta moja robota taka ciężka i tak jej dużo, a jak widać nikt prócz mnie sobie tak świetnie z nią nie radzi, to może jakaś podwyżka by się przydała! Co?? Hę.. Panie szefie!!! Słyszy Pan!!! O kasę się dopominam! W końcu skoro taka jestem genialna i niezastąpiona, to mi się należy! Nie mam co do tego żadnych wątpliwości...
Ok. Wykrzyczałam się... Wywnętrzyłam, a teraz grzecznie, pokornie spuszczam łepek i wracam do roboty. W końcu ktoś musi nadrobić zaległości powstałe podczas mojego błogiego lenistwa.
A zainteresowanych tym, jak minął mi urlop informuję, że wprost cudownie. Leniuchowałam, chodziłam, jeździłam, zwiedziałam, dobrze się bawiłam... Same plusy. Urlop miał tylko jedną wadę - był zdecydowanie za krótki! Jak zawsze i jak każdy...
Podobno jest jak pudełko czekoladek i nigdy nie wiadomo, co się z niego wyciągnie. Nikt jednak nie uprzedził mnie, że życie może być też nieustanną wirówką i wyścigiem. Niestety, wpadłam w to po same uszy i nijak nie potrafię się uwolnić. A prawda jest taka, że zwyczajnie nie mam już sił... Chcę ciszy, spokoju, EMERYTURY (cholera... 30-latka ma takie pragnienia? to chyba powinno się skonsultować z jakimś specjalistą...)!
Generalnie żyję na najwyższych obrotach, coraz częściej nie wiem jak się nazywam, padam na pysk i zapadam w niespokojny sen, denerwując się nieustannie, że znowu z czymś nie zdążę i coś zawalę. Jak tak dalej pójdzie, wykończę się... Złośliwi twierdzą jednak, że szlag mnie nie trafi, bo nie mam czasu na własny pogrzeb. No a co wart pogrzeb bez głównego bohatera??? Cóż... Bez komentarza...
Tak czy inaczej przy życiu trzyma mnie jedynie myśl, że od 9 sierpnia mam upragniony i długo wyczekiwany urlop!!!!!!!!!!!!!!!
czwartek, 17 maja 2012
Licznik odwiedzin: 58 267 (wersja testowa)
| « maj » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | |
| 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12 | 13 |
| 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 |
| 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 |
| 28 | 29 | 30 | 31 | |||
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: